Jorge Bergoglio, liturgiczny progresista i skrajny ekumenista o marksistowskich tendencjach

Jorge Bergoglio, liturgiczny progresista i skrajny ekumenista o marksistowskich tendencjach

(bp Donald J. Sanborn - marzec 2013)

Ku zdumieniu wielu i bezmiernej konsternacji konserwatystów Novus Ordo, "kardynałowie" wybrali novusowego arcybiskupa Buenos Aires, jezuitę na następcę emerytowanego Ratzingera. Przyjrzymy się tu pokrótce postaci tego debiutanta w sekwencji "papieży" Vaticanum II, którzy od 1958 roku systematycznie działają na rzecz zniszczenia Kościoła katolickiego.

Jorge Bergoglio - liturgiczny progresista

Bergoglio jest skończonym modernistą jeśli chodzi o liturgię. Dostępny w Internecie dla wszystkich do obejrzenia jest film z Mszy dla dzieci w Buenos Aires, gdy był kardynałem. Widzimy tam mnóstwo balonów oraz zespół muzyki pop grający lekkiego argentyńskiego rocka oraz wokalistów zespołu, mężczyznę i kobietę, którzy przynaglają tłum trzymający balony do udziału w śpiewaniu piosenek. Wokaliści tańczą podczas wykonywania piosenek.

Poniżenie papiestwa

Bergoglio, w noc swej elekcji, powiedział i zrobił kilka rzeczy, które przeciętnemu świeckiemu człowiekowi mogą wydawać się mało ważne, niemniej jednak były dość znamienne. Po pierwsze, odmówił nałożenia czerwonego mucetu (peleryny przykrywającej ramiona), którą Papież zwykle nosi, jak również stuły zakładanej na mucet. Są to insygnia papieskiego urzędu. Co więcej, wielokrotnie powtarzał, że został wybrany na "biskupa Rzymu", a nawet wyrażał się o Ratzingerze jako "byłym biskupie Rzymu". Prawdą jest, że rzymski Papież jest biskupem Rzymu i to prawda, że rzymskie biskupstwo jest, że tak powiem, nośnikiem, przez który papież otrzymuje swą powszechną jurysdykcję. Jest tak dlatego, że św. Piotr, pierwszy który otrzymał powszechną jurysdykcję od Samego Chrystusa, ustanowił swoją stolicę w Rzymie i umarł w Rzymie. W związku z tym, to miasto stało się drogą, przez którą następcy św. Piotra zostali złączeni ze św. Piotrem, jako głową Kościoła powszechnego, a nie jedynie jako biskupem. Powodem dla którego te odniesienia do "biskupa Rzymu" są znaczące jest to, że dla wschodnich schizmatyków i anglikanów tytuł "biskup Rzymu" nie stanowi żadnego problemu, tzn., jest to ktoś posiadający jurysdykcję tylko nad rzymską diecezją, natomiast stanowczo oponują przeciwko "papieżowi" tj., komuś, kto ma jurysdykcję nad całym Kościołem.

Te małe lecz ważne posunięcia są najprawdopodobniej zapowiedzią tego, co ma nadejść: umniejszanie papiestwa na rzecz ekumenizmu.

Paweł VI powiedział:

"Największą przeszkodą dla ekumenizmu jest papiestwo".

Dlatego też, jeśli ekumenizm ma pozostać, to papiestwo musi odejść.

Jorge Bergoglio - gorliwy ekumenista

W Internecie można oglądnąć filmik, w którym Bergoglio uczestniczy w obchodach Chanuki w żydowskiej synagodze i zapala menorę. Nawiasem mówiąc jego oficjalnym biografem jest Żyd o nazwisku Sergio Rubin. Jest też fotografia jak Bergoglio klęcząc przed protestanckimi duchownymi, prosi ich o błogosławieństwo.

Argentyński biskup anglikański, Gregory Venables, wychwalał wybór Bergoglio, ponieważ Bergoglio powiedział mu na międzywyznaniowym spotkaniu, że anglikanie powinni zostać włączeni do Kościoła katolickiego bez konieczności nawrócenia. "Pewnego ranka zadzwonił do mnie, abym zjadł z nim śniadanie", relacjonuje Venables, "i powiedział mi bardzo wyraźnie, że Ordynariat jest zupełnie zbędny i że Kościół potrzebuje nas jako anglikanów". Ordynariat, o którym tu mowa był ustępstwem Benedykta XVI wobec anglikanów, którzy chcieli wrócić do Kościoła katolickiego i jednocześnie zachować swoją anglikańską (= heretycką) kulturę i liturgię.

Marksistowskie tendencje Jorge Bergoglio

Bergoglio ma obsesję na punkcie ucisku ubogich. Podczas gdy Kościół zawsze przejawiał troskę o złagodzenie niedoli biednych, to nigdy nie wspierał ideologii czy też ruchów społeczno-politycznych usiłujących dokonywać redystrybucji dóbr. Popieranie takich systemów i ruchów oznacza, że się jest socjalistą. Posłuchajmy Bergoglio: "Żyjemy w części świata o największych nierównościach, gdzie dokonał się największy wzrost, a jednocześnie niedola zmniejszyła się najmniej. Trwa niesprawiedliwość przy podziale dóbr, co tworzy sytuację grzechu społecznego, która woła o pomstę do nieba i ogranicza tak wielu naszym braciom możliwości pełniejszego życia". Pogląd, że nierówny podział dóbr jest wewnętrznie niesprawiedliwy, że jest "grzechem", to typowo marksistowska idea podburzająca do walki klasowej. Prawdą jest to, że istnieje naturalna nierówność podziału dóbr spowodowana naturalną nierównomiernością rozkładu intelektu, talentów, pracowitości, bogactw naturalnych a nawet okoliczności. Ponadto, systemy socjalistyczny i marksistowski, nie czynią nic poza zwiększaniem ubóstwa klas niższych, ponieważ fałszywymi zasadami ekonomicznymi tłumią naturalny wzrost gospodarki.

25 maja 2002, Bergoglio wygłosił kazanie, w którym scharakteryzował Zacheusza z Ewangelii jako "złowrogiego lichwiarza" – to oczywiste odniesienie do "złych" ludzi, którzy uważają, że Argentyna powinna spłacić długi, które zaciągnęła. W rzeczywistości, Zacheusz nie był lichwiarzem tylko poborcą podatkowym. Przypadek ten świadczy o zatrważającej nieznajomości Pisma Świętego, jak również gruntownej znajomości wszystkich motywów przewodnich socjalizmu oraz mentalności gotowej do zaprzęgnięcia religii w służbę socjalizmu.

Najlepszym sposobem pomocy ubogim nie jest redystrybucja dóbr – okradanie tych, którzy pracują i dawanie tym, którzy nie pracują – lecz stwarzanie warunków, w których robotnik klasy niższej ma okazję, aby przez ciężką pracę wydźwignąć się ekonomicznie i poprawić swoją sytuację. Taki klimat tworzy się przez legalną konkurencję, będącą zawsze czynnikiem motywacyjnym oraz mało ingerujący rząd dający każdemu człowiekowi, bez względu na pozycję społeczną, wolną przestrzeń, w której może rozwijać darowane mu przez Boga talenty i pracowitość. Opresywne, despotyczne i zarządzające aż do skali mikro socjalistyczne rządy nie robią nic prócz zubażania swoich obywateli, odstraszając przedsiębiorców i zamykając drzwi inwestycjom zewnętrznym. Komunistyczne zniewolenie Europy Wschodniej jest świadectwem porażki socjalizmu jako systemu ekonomicznego, a rozkwit Chin spowodowany w znacznej mierze właśnie porzuceniem komunistycznych zasad ekonomicznych – przynajmniej w praktyce – jest kolejnym dowodem, że socjalizm się nie sprawdza.

Popieranie związków homoseksualnych

Jako novusowy kardynał Buenos Aires, Bergoglio namawiał kolegów biskupów, by agitowali za homoseksualnymi związkami partnerskimi. Czynił tak, ponieważ uważał, że nie istnieją żadne skuteczne środki umożliwiające zwalczenie ustawy dotyczącej małżeństw homoseksualnych, której propozycję wysunął argentyński rząd. Tak przynajmniej opisywano tę sytuację. Innymi słowy, myślał on, że Kościół katolicki powinien wspierać sodomskie związki jako mniejsze zło.

Jednakże stosuje on niewłaściwie moralną naukę dotyczącą wyboru mniejszego zła. Nigdy nie wolno wybierać mniejszego zła, gdy dotyczy to dobra powszechnego religii lub państwa. Wybitny teolog moralny Merkelbach stwierdza: "Bezpośrednia współpraca w działaniu naruszającym w poważny sposób dobro publiczne czy to religii czy też państwa jest zawsze grzechem śmiertelnym i nigdy nie jest usprawiedliwiona ze względu na jakąś osobistą stratę. Jest to prawdą, ponieważ stanowi wypaczenie porządku. To umieszczanie prywatnego dobra przed dobrem społecznym i powszechnym". Co więcej, promowanie przez Kościół czegoś, co jest fałszywe, moralnie wypaczone i skandaliczne jest dużo większym złem niż małżeństwa sodomitów. Kościół na mocy Wszechmogącego Boga daje poczucie świętego bezpieczeństwa w odniesieniu do nadprzyrodzonej prawdy oraz prawa naturalnego i w konsekwencji poparcie Kościoła dla związków sodomskich byłoby tak złe, iż byłoby znacznie gorsze niż wiele milionów czynów sodomskich. To, że przedstawiciel Boga na ziemi miałby nie dochować wierności prawdzie jest zdradą Chrystusa podobną zdradzie Judasza albo niewiernych Żydów, którzy domagali się ukrzyżowania Chrystusa.

Wreszcie, zachęcanie uzależnionych od grzechu sodomii do życia w związku cywilnym, jest wobec nich nadzwyczaj niemiłosierne, ponieważ jest akceptacją narażania ich na częste okazje do grzechu śmiertelnego, co prowadzi do ich ostatecznego potępienia w piekle. Osoby z jakiegokolwiek powodu uzależnione od tego grzechu należy napominać, by wiodły cnotliwe życie i unikały zażyłych przyjaźni z osobami tej samej płci. Ustanowienie legalnych środków umożliwiających im wspólne pożycie jest w istocie posłaniem ich do piekła.

A jednak wielu prałatów Novus Ordo, między innymi kardynał Schönborn z Wiednia i nieżyjący już kardynał Martini z Mediolanu (który był wielkim entuzjastą Bergoglio) publicznie stwierdziło, że Kościół powinien zatwierdzić związki partnerskie tej samej płci.

Na szczęście i nieoczekiwanie, reszta argentyńskich biskupów wykazała zdrowy rozsądek mówiąc Bergoglio, że nie ma racji w popieraniu związków partnerskich, nawet jako mniejszego zła i w rezultacie wszyscy powstrzymali się od ich poparcia.

Co Bergoglio zrobi albo powie – teraz, kiedy zajmuje kierownicze stanowisko Novus Ordo – czas pokaże.

Zaniechanie uczynienia znaku krzyża i wezwania trzech Boskich Osób Trójcy Przenajświętszej

Na spotkaniu z dziennikarzami tuż po wyborze, Bergoglio powiedział, że chciałby ich pobłogosławić zanim się rozejdą. Jednak dodał, że wie, iż wielu z nich nie jest chrześcijanami, a niektórzy nawet są niewierzący. "Szanuję sumienie każdego z was" – powiedział i z tego powodu nie uczynił znaku krzyża ani nie wezwał imion trzech Boskich Osób Trójcy Świętej.

Można go zobaczyć na internetowym wideo jak tylko wznosi rękę jak gdyby chciał się pożegnać.

To, że ktoś mieniący się papieżem uchyla się od pobłogosławienia Znakiem Krzyża i wezwania Trójcy Świętej, co jest przypomnieniem dwu centralnych dogmatów naszej świętej wiary, jest tak przerażające, że na opisanie tego nie ma wręcz przymiotników. Wszystko to staje się zrozumiałe, jeśli zastosuje się zasady ekumenizmu i wolności religijnej. Jego zaniechanie uczynienia tradycyjnej formy błogosławieństwa jest dla każdego, kto jeszcze myśli dowodem, że ekumenizm i wolność religijna to dwie przewrotne i niegodziwe doktryny, to niszczyciele naszej wiary i bluźnierstwo przeciw majestatowi Boga Wszechmocnego.

Ponadto, nie głoszenie świętej Ewangelii niechrześcijanom i niewierzącym jest względem nich bardzo niemiłosierne, ponieważ święta Ewangelia jest dla nich zbawieniem. "Szanowanie sumienia" jest tak absurdalne jak szanowanie decyzji kogoś, kto ma właśnie wypić truciznę, aby się zabić.

Jedynym stosownym komentarzem są słowa Naszego Pana Jezusa Chrystusa wypowiedziane w Ewangelii św. Mateusza (X, 33): "A kto by się mnie zaparł przed ludźmi, zaprę się go i ja przed Ojcem moim, który jest w niebiesiech".

Reakcje na wybór Jorge Bergoglio

Reakcja odpadłego marksistowskiego księdza Leonardo Boffa była bardzo pozytywna, podobnie jak jawnie heretyckiego duchownego Hansa Künga, który powinien zostać usunięty, ale nie jest.

Boff, główny rzecznik teologii wyzwolenia czyli marksizmu podlanego chrześcijańskim sosem, powiedział: "Jestem pokrzepiony tym wyborem, dostrzegam w tym obietnicę Kościoła prostoty i ekologicznych ideałów". Cytowano również jego wypowiedź, iż Bergoglio jest bardziej liberalny niż ludzie mogą to sobie wyobrazić.

Hans Küng, który publicznie neguje papieską nieomylność, Boskość Chrystusa i Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (ale wciąż jest księdzem nieźle usytuowanym – w modernistycznej religii), kiedy Bergoglio został wybrany powiedział: "jestem przepełniony radością", dodając: "W tym człowieku jest nadzieja". "Nadzieja" w rozumieniu Künga to radykalne przekształcenie Kościoła katolickiego w coś, co w stosunku do jego przedsoborowej przeszłości jest zupełnie nie do poznania i niemożliwe do utożsamienia. Choć mógłbym powiedzieć, że takie określenia stosują się już do Novus Ordo, to Küng ma na myśli coś jeszcze bardziej destrukcyjnego.

Esteban Paulon, prezes argentyńskiej Federacji lesbijek, homoseksualistów, biseksualistów i transseksualistów powiedział, że Bergoglio "jest znany z umiarkowanych poglądów" i kiedy "wystąpił zdecydowanie przeciw małżeństwom homoseksualnym, uczynił to pod presją konserwatystów".

Komentatorzy często także zaznaczają, że nie jest on przyjacielem tradycyjnego ruchu. W 2007 roku wprowadził w życie Mszę Motu Proprio, ale w taki sposób, że do jej odprawiania wyznaczył nie tradycyjnie usposobionych kapłanów, lecz modernistów, którzy zastąpili tradycyjne czytania czytaniami z Nowej Mszy i czytają je wiernym. Msza odprawiana była tylko raz w miesiącu i to w niedogodnym miejscu. Chociaż na pierwszej Mszy pokazało się kilkuset wiernych ich liczba ostatecznie zmalała tak bardzo, że w archidiecezji Buenos Aires Msza Motu Proprio już nie istnieje.

Z tego powodu, można powiedzieć, że konserwatyści Novus Ordo albo jak się ich zwykle określa – "neokoni", wdrapali się na gzymsy wysokich budynków, podczas gdy na ulicy strażacy trzymają sieci by ich w nie łapać. Dlaczego? Przetrzymawszy dwadzieścia siedem lat Jana Pawła II, który był liturgicznym potworem (czego świadectwem obnażone do pasa lektorki i takie same tancerki), zobaczyli w Ratzingerze liturgiczną rewolucję à rebours, czyli restaurację. Choć z pewnością nie wszystko było idealne, niemniej jednak uważali, że Ratzinger jest przedstawicielem trendu w Novus Ordo dążącego ostatecznie do przywrócenia liturgicznego rozsądku. Zainteresowani wyłącznie liturgią a nie doktryną, byli mocno przekonani, że skończyły się odurzające i szalone czasy rewolucji Vaticanum II i teraz "cegła po cegle" – jak powiedział jeden z ich głównych rzeczników – katolicka liturgia zostanie odbudowana.

Wraz z wyborem Bergoglio, ich świat eksplodował.

Zwiastowało to nie tylko powrót do ery liturgicznej brzydoty i aberracji Pawła VI, ale co gorsza, oznaczało, że hierarchia Novus Ordo wcale nie podziela "konserwatywnej" linii Ratzingera. W przeciągu kilku godzin, neokoni zdali sobie sprawę, że Ratzinger nie był ucieleśnieniem trendu, ale zwykłym fuksem, szczęśliwym losem, oazą na pustyni. Teraz rewolucyjna tendencja będzie kontynuowana, z Bergoglio na czele, człowiekiem kochającym liturgiczną brzydotę i aberracje, człowiekiem z balonikami, który na domiar, nie ma nawet przedsoborowego wykształcenia, jakie mieli Montini, Wojtyła i Ratzinger, ani inteligencji żadnego z nich. Jest on zdolny do niewiarygodnych liturgicznych zdrożności. Co gorsza, doktrynalny i duszpasterski liberalizm Bergoglio, połączony z brakiem inteligencji, czyni go zdolnym do odchyleń, które aż dotychczas były niewyobrażalne.

Moim zdaniem, neokoni to zwolennicy Novus Ordo, którzy jeszcze zachowali cnotę wiary. Ta cnota, dzięki której katolicy przylegają do świętych i niezmiennych prawd objawionych przez Boga i przedkładanych przez niezawodne Magisterium Kościoła została zniszczona u niemal wszystkich zwolenników Novus Ordo. Stało się tak gdyż Vaticanum II jest zabójcą dogmatu. Jego podstawowym założeniem jest ekumenizm, który z samej swej natury niszczy dogmat w umyśle każdego, kto go przyjmie, ponieważ ekumenizm relatywizuje to, co ze swej natury jest absolutne, tzn. katolicki dogmat. Inne wielkie herezje Vaticanum II, a mianowicie kolegialność biskupów, wolność religijna i nowa eklezjologia, powstały jako bezpośredni skutek manii ekumenizmu. Ekumenizm ich potrzebuje i gdyby ekumenizm zniknął one również by znikły.

Gdy się połączy zabójcze dla dogmatów nauki Vaticanum II i sączone z tygodnia na tydzień dawki niszczącej dogmat Nowej Mszy Pawła VI, to wynikiem jest utrata cnoty wiary. Większość zwolenników Novus Ordo straciło katolicką Wiarę, jak pokazuje to ostatni sondaż New York Times.

Jedyny sposób na to, aby cnota wiary mogła przetrwać w duszy zwolennika Novus Ordo to pozytywny sprzeciw wobec doktryn i liturgicznych praktyk Novus Ordo. Są nimi neokoni. Życie codzienne jest dla nich cierpieniem i męczarnią, ponieważ nieustannie zaprzeczają w swoim umyśle temu, co stale stoi im przed oczami, a mianowicie temu, że Vaticanum II jest zerwaniem. To tak jakby ktoś szedł ulicami Nowego Jorku i stale sobie powtarzał: "nie jestem w Nowym Jorku". Żaden z niebotycznych monumentów Nowego Jorku nie może go przekonać. Zerwanie Vaticanum II z przeszłością Kościoła jest wszędzie widoczne, jednak żyją w bezustannej odmowie zaakceptowania tego faktu.

Dlatego wymyślili sobie coś nazywanego "hermeneutyką ciągłości" albo takim sposobem interpretacji Vaticanum II, że nie jest on sprzeczny z katolicką doktryną. To absurdalny system. Aby zilustrować to przez analogię: Gdyby Vaticanum II uczył, że 2 + 2 = 5, stronnicy hermeneutyki ciągłości wymyśliliby system, w którym 2 + 2 = 5 jest do pogodzenia z zasadami tradycyjnej matematyki. To jest szalone, ale usiłują to zrobić.

Dlaczego? Ponieważ, nie chcąc wejść na drogę sedewakantyzmu uznającego, że Novus Ordo jest zerwaniem, muszą wymyślić jakiś system, który chroni Novus Ordo przed uznaniem go za zerwanie. Są jak człowiek stojący nad szczeliną wywołaną przez trzęsienie ziemi. Jedna stopa jest po lewej stronie szczeliny, druga po prawej. Lewa strona to Vaticanum II i jego reformy; prawa strona to tradycyjny, przedsoborowy Kościół katolicki. Szczelina oczywiście poszerza się po każdym wstrząsie wtórnym i w rezultacie staje się coraz trudniejszym stanie okrakiem nad bezdenną rozpadliną.

Bergoglio nie jest zaledwie wstrząsem wtórnym; on jest kolejnym głównym wstrząsem. Neokoni tracą teraz głowę jak to wytłumaczyć. Niektórzy zaryzykowali "hermeneutykę zaprzeczenia", która neguje liberalną przeszłość Bergoglio, tworząc sobie tym samym jeszcze bardziej fantastyczny świat mrzonek. Jednakże większość stanęła wobec rzeczywistości końca ich świata. Jak sobie poradzą, to się okaże. Nie byłbym zaskoczony, jeśli niektórzy przyjmą stanowisko sedewakantystyczne.

Sedewakantyści, z drugiej strony, widzą, że ich stanowisko się potwierdziło. Niektórzy neokoni nazwą to "tryumfalizmem", ale powinni sobie uświadomić, że przez dziesiątki lat traktowali sedewakantystów jak teologiczne i kościelne szumowiny, jak radykałów i fanatyków, jeszcze gorszych od heretyków i schizmatyków. Powinni też sobie zdać sprawę z tego, że historyczny fakt, tzn. wybór lewackiego modernisty, który zastąpił ich ukochanego Ratzingera dowodzący, że świat neokonów był mrzonką i ułudą – nie jest winą sedewakantystów.

bp Donald J. Sanborn

autor: 

bp Donald J. Sanborn